niedziela, 29 maja 2016

TK Tokio: Kolejny horror, kolejne zwycięstwo!

Niewątpliwie mecz z Francuzami miał być dla biało-czerwonych najtrudniejszą przeprawą w japońskim turnieju. Ostatnie mecze z nimi regularnie przegrywaliśmy. I tym razem zapowiadało się, że nie przełamiemy złej passy, przegrywając dwie pierwsze odsłony. Ale to co działo się potem przeszło wyobrażenia wszystkich kibiców. 


Mecz rozpoczął Karol Kłos, psując zagrywkę. Zaraz potem siłę na prawym skrzydle pokazał Kurek. Gra toczyła się punkt za punkt, żadna z drużyn nie wyszła przez początkową fazę seta na większe niż dwupunktowe prowadzenie (4:5). Po raz kolejny na zagrywce świetnie zaprezentował się Bieniek, ale po drugiej stronie siatki miał doskonałego libero - Grebennikov przyjmował na początku wszystko, co tylko było w jego zasięgu. Po błędzie dotknięcia siatki naszej drużyny Francuzi zeszli z prowadzeniem na pierwszą przerwę techniczną. Po niej trójkolorowi odskoczyli na cztery punkty, ale Polacy szybko się odgryźli, blokując Tilliego. Nasza drużyna starała się grać podobnie do przeciwników - szybko i kombinacyjnie, by zgubić wysoki blok. Po naszej stronie niezawodny był Kurek, który kończył każdą piłkę, jaką dostał. Siatkarze Laurenta Tilliego utrzymywali spokojną, trzypunktową przewagę (16:19), grając z naszymi zawodnikami punkt za punkt. W końcówce powiększyli prowadzenie, dzięki czujnej obronie (16:21). Na parkiecie pojawił się Możdżonek, który w swojej pierwszej akcji w spektakularny sposób zablokował Ngapetha
Set drugi rozpoczął się podobnie do pierwszego - kilka błędów na zagrywce i wyrównana gra z obu stron. Po piątej akcji na boisko wrócił Możdżonek, który wraz z Kurkiem zatrzymał Tilliego, a potem Ngapetha. Nie dało to wiele, gdyż Francuzi także zablokowali dwójkę naszych skrzydłowych i odskoczyli na czteropunktowe prowadzenie (3:7). Po przerwie technicznej sędziowie odgwizdali błąd Bartoszowi Kurkowi. Po sprawdzeniu okazało się, że mieli rację. Na szczęście Polscy siatkarze powoli zaczynali łapać rytm. Sygnał do odrabiania strat dał Kurek, punktując na zagrywce Ngapetha. Nie zdało się to na zbyt wiele, bo trójkolorowi natychmiast odpowiedzieli krótką i odzyskali prowadzenie (8:13). Przy wyniku 17:10 dla Francji Antiga przeprowadził klasyczną podwójną zmianę, wprowadzając Drzyzgę i Konarskiego. Nie poprawili oni znacznie obrazu naszej gry (choć trzeba podkreślić, że Konarski był w ofensywie skuteczny), która była nieregularna. Przegrywaliśmy już ośmioma punktami, gdy na zagrywkę wszedł Le Roux i dołożył jeszcze dwa oczka. Ostatnią partię rozegrał... Ngapeth, a skończył Tillie
Partię numer trzy rozpoczęliśmy od błędu dotknięcia siatki. Początkowo Polacy wyszli nawet na prowadzenie, blokując Rouziera, ale szybko tę przewagę utracili. Poza pojedynczymi blokami nie byliśmy w stanie zatrzymać atakujących Francji, kompletnie nie działał blok pasywny. I choć trójkolorowi prowadzili całe spotkanie, powoli odrabialiśmy do nich straty. Bardzo skuteczny był Konarski, swoje dołożył też Szalpuk, który tego seta rozpoczął w szóstce. Gdy biało-czerwonym udało się wyrównać wynik znów klasę pokazał Tonutti rozrzucając nasz blok. Punkt zdobył nawet... Stephane Antiga. Nasz trener zauważył, że francuski blok wpadł w siatkę (21:22). Pierwszą piłkę meczową obronił Konarski (24:24). Po ataku Buszka to my mieliśmy piłkę setową. Nie udało się nam wykorzystać kontry i z drugiej strony odpowiedział doskonale grający w tym turnieju Tilie. Po niesamowitej walce biało-czerwoni zdołali wygrać partię i dać sobie nadzieję, że ten mecz jeszcze się nie skończył.
Rozpędzeni Polacy z Konarskim na czele, grali w czwartej odsłonie co najmniej klasę lepiej. Działały obrona i atak. Francuzi także zaczęli popełniać błędy i prowadziliśmy już 5:2. Po kiwce Możdżonka zeszliśmy na przerwę techniczną z zapasem dwóch oczek. As Drzyzgi oraz błąd Ngapetha dały nam kolejne punkty (10:6). Utrzymywaliśmy dość spokojnie prowadzenie. Po drugiej przerwie technicznej na boisku pojawił się Nicholas Marechal, który zmienił średnio spisującego się dziś Ngapetha. To, co dawało nam bazę do wyprowadzania skutecznych akcji było poprawne przyjęcie. Trójkolorowi popełniali coraz więcej błędów. Po bloku na Marechalu mieliśmy już 7 punktów w zapasie. Seta zakończył drugi najskuteczniejszy biało-czerwony - Rafał Buszek.  
Piątą partię otworzyły ataki ze środka Francuzów - Le Roux i Le Goffa. Odpowiedzieliśmy takim samym zagraniem (2:2). Pierwsyz raz Konarski wpadł w pojedynczy blok, ale strata nie była duża (6:7). Odzyskaliśmy prowadzenie po kolejnym asie serwisowym Drzyzgi i sprytnej sztuczce Kubiaka. Cały czas Francuzi byli blisko, ale nie pozwoliliśmy im wyrównać wyniku. Nakręceni Polacy pewnie wygrali w piątym secie i mają na koncie już dwa zwycięstwa.

Polska 3:2 Francja
(22:25, 13:25, 31:29, 25:17, 15:12)

Polska: Kurek, Buszek, Kubiak, Kłos, Bieniek, Łomacz, Zatorski oraz Możdżonek, Mika, Konarski, Drzyzga, Szalpuk
Francja: Rouzier, Tonutti, Tillie, Ngapeth, Le Roux, Le Goff, Grebennikov oraz Marechal, Pujol, Lafitte, Rossard, Sidibe

Anna Bartłomiejczyk

0 komentarze :

Prześlij komentarz