poniedziałek, 6 lutego 2017

Nie dawano mu szans na grę. Poznaj historię Michała Filipa

Atakujący ONICO AZS Politechniki Warszawskiej nie miał kolorowego życia. Grał, doznał kontuzji, przeszedł operacje. Oliwy do ognia dodała długotrwała rehabilitacja. W jaki sposób poradził sobie z tym problem opowiada nam jedna z najbliższych osób Michała, jego mama, Jadwiga Filip. 


1. Michał doznał poważnej kontuzji kolana w czasie, kiedy chodził do szkoły średniej. Placówka ma to do siebie, że należy uczęszczać na zajęcia i się na nich uczyć. Jak państwo to godzili? Dla większości ludzi wydaje się to nierealne..

Michał doznał kontuzji w listopadzie. Był uczniem Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Rzeszowie - placówce bardzo przyjaznej swoim uczniom. 

Nasz dzień wyglądał tak, że rano zawoziłam go na bardzo intensywną rehabilitację. Trwała ona około trzech godzin. Potem jechaliśmy do szkoły na trzy, cztery lekcje, później znowu na ćwiczenia. 

Nauczyciele uczący w Szkole Mistrzostwa Sportowego to prawdziwi przyjaciele uczniów. Często bywało tak, że sami wychodzili z propozycją pomocy Michałowi. Zostawali popołudniami po lekcjach żeby umożliwić mu nadrobienie materiału. 

2. Wszystkie urazy działają na psychikę sportowców ale tak poważne to można by pokusić się o stwierdzenie, że zostawiają w głowie negatywny ślad. Widzi pani po synu, że wciąż sięga myślami w tamte chwile? 

W czasie trwania kontuzji Michał miał wsparcie nie tylko nasze, rodzinne ale także zawodników, trenerów i działaczy Asseco Resovii Rzeszów. 

Pamiętam sytuację jak wracając z Łodzi wstąpiliśmy na halę. Akurat trening kończyła młoda liga. Za chwilę miały rozpocząć się zajęcia ''starej drużyny''. Jak tylko weszliśmy na trybuny zawodnicy obu drużyn podeszli do Michała. Pytali o jego samopoczucie, żartowali, życzyli szybkiego powrotu do zdrowia i na boisko. Czekali na niego. Miał spore wsparcie psychiczne i fizyczne także. 

Tu muszę wspomnieć o olbrzymiej pracy, jaką włożył szkoleniowiec Andrzej Zahorski - ówczesny trener przygotowania fizycznego Asseco Resovii. Ta wielogodzinna praca zaowocowała nie tylko powrotem Michała do sprawności ale i w dużym stopniu psychicznym odblokowaniu się do gry. Czy wraca? Myślę, że to pytanie trzeba zadać samemu Michałowi. Uważam, że na pewno kontuzja i ta długa przerwa od grania gdzieś tam siedzi mu w głowie ale jestem pewna, że nie na tyle aby go blokować czy hamować grę. 

Na każdym meczu Michał daje z siebie 100% i jestem przekonana, że nie ma w jego psychice negatywnych śladów. 

3. 3 operacje w ciągu 10 miesięcy. 14 miesięcy rehabilitacji. Wydawałoby się, że to niemożliwe. 

Druga operacja była konieczna. Celem tego zabiegu było wprowadzenie implantu. Trzecia, nieprzewidziana. Bardziej można powiedzieć, że to był kosmetyczny zabieg niż inwazyjna operacja. Tak, całość od kontuzji do powrotu to 14 miesięcy ciężkiej pracy Michała. Niemożliwe, a jednak wykonalne. 

4. Operujący syna i zajmujący się leczeniem Michała, lekarze, twierdzili, że kontuzja jest poważna. Jak pani to przeżyła? Dla mamy to musi być niesamowicie ciężkie. 

Dla każdej matki ból, jaki przeżywa jej dziecko jest odczuwalny nie podwójnie ale wielokroć. Proszę mi wierzyć...

W Łodzi z synem byłam przez cały czas, za każdym razem. Wspomnienia pierwszej operacji są nie do opisania. Choć i tak doktor Marcin Domżalski przed samym zabiegiem wszystko nam opowiedział a nawet rozrysował co będzie robił i jak to mniej więcej będzie wyglądać. Ta sytuacja troszkę mnie uspokoiła. Znając dość dobrze anatomię miałam jakieś wyobrażenie tego, co się będzie działo za zamkniętymi drzwiami sali operacyjnej. 

Ale to, co ja czułam i jak się wtedy czułam, przepraszam bardzo, ale jest nie do opisania...

Nawet po tylu latach odpowiadając na pani pytania mam przyśpieszony puls i kłucie w sercu. 

5. Wiem, że w takiego typu zabiegach sportowcy mogą liczyć na wsparcie finansowe sponsorów czy klubu. Operacja Michała była  opłacona czy jednak musieliście wydać na to własne pieniądze? 

Asseco Resovia Rzeszów wykazała się natychmiastową pomocą. Załatwianie lekarza, opłacanie operacji i pobytu w klinice - to wszystko było w gestii klubu za co jestem im bardzo wdzięczna i kolejny raz dziękuję!

Przez cały okres rehabilitacji klub nas wspierał i pomagał. Zresztą do dnia dzisiejszego Resovia nie zapomina o Michale i w razie potrzeby pomaga w dalszym ciągu. Jeśli chodzi o tę kwestię to warszawski klub musi się jeszcze sporo nauczyć..

Wkład własny musiał być ale to nieważne. Dla dziecka zrobi się wszystko.  

6. Tak jak pani mówi, uraz był bardzo poważny. Nie myślała pani by odwieść syna od myśli o sporcie? Był i wciąż jest narażony na kontuzje. Nie boi się pani tego, że być może kolejny uraz może sprawić, że Michała kolano będzie zupełnie niesprawne? 

Taka myśl żeby odwieść syna od gry nigdy nawet przez ułamek sekundy nie była przeze mnie brana pod uwagę. Michał to wojownik jak i ja. Pamiętam, że potrafiłam ze złamaną ręką jechać na mecz. Sytuacja wydała się na rozgrzewce jak stojąc na bramce (uprawiałam piłkę ręczną 12 lat) zbyt często reagowałam lewą unikając odbić piłki prawą. Miałam podwójne złamanie w łokciu i nadgarstku. Michał w szkole podstawowej też nie pozwolił wsadzić sobie ręki w gips bo...''Mamuś, przecież mam mecz!''. No i nie było gipsu. Był tylko ochraniacz, który w czasie meczu szybko ściągał bo mu przeszkadzał. 

Jak powiedziałam w reportażu ''Mama kibic'' dla mnie wygrany mecz jest wtedy, gdy Michał sam schodzi z boiska. 

Ryzyko jest zawsze. Idąc chodnikiem można złamać rękę, skręcić kolano. Sport jest kontuzjogenny. Każdy sportowiec o tym wie. A ja nie mogę zabraniać synowi realizowania swoich marzeń. Robić to, co jest jego pasją - nie wolno! Jedynie co mogę to go wspierać i zawsze będę to robiła. 

7. Miała pani chwile zwątpienia związane z powrotem syna do pełnego zdrowia? 

Tak. Ale to są chwile o których nie chcę mówić ani myśleć...Jedynie co mi zostaje to prosić Boga o jego zdrowie i czynię to każdego dnia. 

8. Czego nauczyły panią tak ciężkie chwile? 

Ciężkie chwile, które przeszliśmy we dwoje to była bardzo kosztowna nauka. Myślę, że dla nas obojga. Ale wiemy jedno - zawsze możemy na siebie liczyć. Ja na moich synów a oni na mnie. 

9. Sportowcy na całym świecie ulegają kontuzjom. Co polecałaby pani rodzicom, którzy borykają się z podobnymi problemami swoich dzieci? 

Nie wiem czy ja mam prawo udzielać jakichkolwiek rad. Jedno jest pewne, rodzic zawsze musi wspierać swoje dziecko. W każdej dziedzinie życia. 

10. Dobrze, zakończmy temat kontuzji i przejdźmy do tego jakim siatkarzem Michał jest teraz. 

Każde zwycięstwo, każdy sukces dziecka to dla rodzica ogromny powód do dumy. Ja myślę, że te najpiękniejsze chwile życia moich dzieci są dopiero przede mną. Tego życzę sobie i moim synom. 

11. Załóżmy, że runda rewanżowa będzie dla syna udana. Wtedy może liczyć na powołanie do kadry seniorskiej. Jest to pewnie nie tylko marzenie Michała, ale i pani. 

Moim największym marzeniem jest zdrowie i szczęście moich dzieci. Czy Michał będzie w kadrze..czas pokaże. Jeśli będzie - będę mu dopingować z całych sił. 

12. Doszły mnie słuchy, że posiadają państwo w domu niezłą kolekcję związaną z siatkarską karierą syna. Chciałabym by pani nam o tym opowiedziała. 

No tak (śmiech). Sprawa wydała się w ubiegłym roku tuż przed Świętami Bożego Narodzenia gdy panowie z TVP Rzeszów przyjechali do nas do domu zrobić wywiad z Michałem. 

Po tej wizycie były dwa programy. Jeden o Michale, drugi pt.: ''Mama kibic''. Panowie redaktorzy byli pod ogromnym wrażeniem moich zbiorów! Robię fotorelacje z meczów (mam już kilkanaście albumów z każdego etapu siatkarskiego życia) i relacje meczowe, zbiór wycinków z gazet i opisów po każdym meczu. 

Smaczku reportażu dodał fakt, że Michał nie o wszystkim wiedział. Także jego zaskoczenie było ogromne. 

13. Pani jako mama na pewno pamięta od czego zaczęła się kariera zawodnika syna. Podzielmy się tym z czytelnikami. 

Syn rozpoczął swoją przygodę z aktywnością fizyczną jak tylko zaczął chodzić. Pamiętam nasze wyjazdy nad morze. Ja leżałam na kocyku a chłopakom szkoda było na to czasu. Cały czas coś się działo. Albo woda albo piasek ale na pewno nie leżenie tylko granie w piłkę. To było zadanie taty. Byli z Kubą nie do zdarcia. Nigdy nie mieli czasu na odpoczynek. 

W trzeciej bądź czwartej klasie zapisałam Michała na karate. Potem był czas na judo. W tym czasie Kuba - starszy syn chodził na treningi siatkarskie. Michał sam zdecydował, bez naszej wiedzy poszedł na trening siatkówki i tak już zostało. Często w wywiadach podkreśla, że to dzięki bratu zaczął przygodę z siatkówką. 

14. Widząc wstawione przez panią zdjęcia czy publikowane informacje można wnioskować, że mama jest najwierniejszym kibicem. Jak często bywa pani na meczach syna? Bardziej wyjazdowe spotkania, czy domowe, w Warszawie? 

Ja jestem wariat kibic (śmiech). Jak Michał grał w Rzeszowie byliśmy na wszystkich meczach, często i na wyjazdowych. Tak było też u starszego syna - jeździliśmy całą grupą rodziców po Polsce by ich wspierać. 

Tak jak syn gra w ONICO AZS Politechnice na każdym meczu jestem obecna duchowo, fizycznie w miarę możliwości dość często. Każdy mecz śledzę w internecie jak nie ma mnie na hali. Czasem jeździmy na spotkania wyjazdowe, Częstochowa, Kielce, Radom czy Jastrzębie-Zdrój. Ale zawsze przed każdym meczem wspieram syna. Po spotkaniu albo mu gratuluję albo dodaję otuchy. 

Kiedyś jeden z kolegów starszego syna powiedział: ''Chciałbym mieć taką mamę. Chciałbym, żeby moja mama mnie tak wspierała i oglądała moje mecze.''. Myślę, że moi synowie cieszą się jak jestem obecna na ich meczach. Czasem tylko mówią żebym za głośno nie krzyczała (śmiech). Ale tak szczerze powiem, że ja jak trenowałam to nie lubiłam jak mój tata był na moim meczu. To mnie strasznie demotywowało. Za bardzo się starałam i chciałam za dobrze wypaść. Ale to było rzadko, może właśnie dlatego, że za rzadko...

15. Wychwalamy Michała, bo są ku temu powody ale ma on jakieś wady? 

Pewnie, jak każdy człowiek (śmiech). Wad ma kilka. Największa to jego ''nieład artystyczny'', który robił wokół siebie. Jak mieszkaliśmy razem nie mogłam wchodzić do jego pokoju bo dostawałam szału! Wszędzie miał porozwalane ciuchy, totalny bałagan. Jak kazałam mu posprzątać ten nieporządek, to mówił, że to nieład artystyczny i ja się nie znam. A jak już dawałam za wygraną i posprzątałam pokój to wtedy był straszny problem bo nie mógł się odnaleźć w tym ''moim bałaganie''. 

Teraz za każdym razem jak jestem w Warszawie ma posprzątane mieszkanie (noo, prawie zawsze). Bo wie, że zawsze zwrócę mu uwagę. 

Przypomniała mi się jeszcze jedna wada z okresu szkoły podstawowej. Chroniczny brak czasu na zadania domowe. Robił je leżąc na dywanie bo do biurka dojść już brakowało mu czasu..

Na szczęście w szkole średniej już mu przeszło. Więcej się przykładał do obowiązków szkolnych i nieźle zdał egzaminy. 

16. Wiemy, że Michał był bałaganiarzem. A w kuchni jak się sprawuje? Wody nie przypali?

Wbrew pozorom Michał jest niezłym kucharzem (śmiech). Jak tylko chce to może nas zaskoczyć. Niestety często przeszkadza mu w tym leń ale to pewnie nie On jedyny tak ma. 


Rozmawiała Anna Frankowska




0 komentarze :

Prześlij komentarz